Myśli

Dużo za dużo czasu na przemyślenia a jednocześnie brak spokojnej chwili by podumać nad tym co było i co będzie w najbliższym czasie. Przewijają mi się przez głowę jakieś obrazy. Przypominają się pierwsze dni i tygodnie. Nieschodzący z buzi uśmiech, moja dłoń zamknięta w jego dłoni, nasze wspólne wyjścia ze znajomymi, blask w oczach i szczery śmiech.

A z drugiej strony te wszystkie rozczarowania. Lekceważenie i krzyki. Brak starań. Odizolowanie.

Przyszło mi dziś do głowy, że najbardziej w życiu przeraża mnie samotność. Nie, to nie był powód dla którego się z nim związałam. Pomyślałam jednak, że wybierając go na swojego partnera, ojca swojego dziecka wierzyłam, że jest tym przy którym samotności nie doświadcze. Myślałam, że zawsze będę mogła przyjść i pogadać, albo zwyczajnie siąść obok i cieszyć się tym że jest.

Jak bardzo się pomyliłam. Spędziłam kawałek życia nie z kimś a obok kogoś. Nasze rozmowy to skrawki urywanych zdań, nie traktujące o niczym. Właściwie chyba się nawet nie znamy. Wiemy o sobie parę rzeczy ale to takie powierzchowne.

Pomyślałam, że nie mieliśmy razem żadnych świat. Nie wyszliśmy razem do teatru. Nie było żadnej romantycznej kolacji. Nawet na spacer do parku nie chciało mu się wyjść, a kiedy raz go namówiłam, szedł obok jakby za karę.

Jesteśmy i byliśmy tak kompletnie różni. Naszym wspólnym mianownikiem była chyba miłość do życia i zabawy. Momenty w których mogliśmy wyjść z ludźmi -bawić się, śmiać się w głos, tańczyć, żartować, wspominać i plotkować- to chyba jedyny czas, kiedy faktycznie byliśmy razem.

Prawdziwe życie w którym pojawiły się obowiązki pokazało jak wiele rzeczy postrzegamy inaczej.

Zastanawiam się w którym momencie wiedzieliśmy, że nic z tego nie będzie. Ile razy powiedzieliśmy słowo ,,kocham,, posługując się nim jak zwykła brudną szmatą, bo nie niosło ono za sobą już żadnego znaczenia. Jak długo tkwiliśmy obok siebie, tylko dlatego że wydawało się nam to słuszne.

Jest moim byłym partnerem, ojcem mojego dziecka, a ja nie potrafię sobie przypomnieć bliskości między nami. Pamiętam wielokrotnie powtarzane ,,kocham,, i śmiech, ale mam wrażenie, że wypowiadalismy te słowa jakbyśmy chcieli do tego przekonać samych siebie.

A teraz jestem w jakimś dziwnym punkcie. Nie do końca zdając sobie sprawę z tego co właśnie się dzieje w moim życiu. Zastanawiam się od jak dawna musiałam być tym wszystkim rozczarowana, jak wiele razy musiałam zostać zraniona, że w kilka dni czy tygodni dochodzę do ,,normalności,,.

Myślę o poprzednim rozstaniu, kiedy to przez kolejne pół roku nie miałam ochoty podnieść się z łóżka, o tym jak przypadkiem wpadłam na mieście na ex i czułam jak moje serce próbuje wyrwać mi się z piersi. Przypominam sobie jak działały na mnie wspomnienia. A tu nie dzieje się nic. Przeplakalam swoje parę dni i koniec. Jasne przeraża mnie, że zostanę sama z tym całym bałaganem. Ale to jest właśnie sedno tego wszystkiego. Przeraża mnie że, zostanę z tym sama a nie że zostanę bez niego.

Bo jego już dawno nie było. O ile był kiedykolwiek

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *