TOTALNY BRAK CZASU

Jestem okropna.

Pamietam, jak zakladalam bloga i myslalam jak cudownie bedzie moc sobie zapisywac tu, co sie u nas dzieje. Bylam przekonana, ze bede tu pisac o kazdej nadrobniejszej zmianie, o kazdym zabku, kazdej nowej uiejetnosci zdobytej przez malucha. A jak to wyglada w rzeczywistosci? Pojawiam sie tu raz na dwa tygodnie albo i rzadziej a i to jest wizyta na szybko powodowana wyrzutami sumienia, ze znow tyle sie wydarzylo a ja nie zapisalam. Pisalam 11 wrzesnia o tym ze pojawil sie zabek, a juz kolejnego dnia pojawil sie kolejny.

Nie znalazlam jednak paru glupich minut by to sobie gdzies zanotowac, odhaczyc.

Zycie pedzi w niewiarygodnym tempie, zwlaszcza teraz gdy zostalismy sami. Bywa tak, ze dziecko idzie ze na nawet do toalety i siedzi mi na kolanach kiedy robie siusiu. Zwariowane to wszystko. Mamy za soba ciezki tydzien. Juz nawet nie pamietam, czy wspominalam, ze maly byl chory. W kazdym razie to juz mamy w koncu za soba, co prawda jeszcze pojawia sie delikatny katar ale to juz pikus przy tym co bylo.

Cierpimy na nadmierny brak czasu i zmeczenie. On wybity ze swojego stalego rytmu, przez koniecznosc chodzenia do zlobka, ja z powodu pracy  braku znalezienia chwili tylko dla siebie. Kazdy dzien wyglada identycznie. Pobudka okolo 5 przytulanki i zabawa a pozniej szykowanie do zlobka. O 7 wychodzi z domu a ja wtedy na szybko zjadam sniadanie, ogarniam w miare mozliwosci czasowych dom i lece do pracy. Wracam z pracy, M. przyprowadza ze zlobka malego i zaczyna sie zabawa na nowo. Pada mi juz o 19 bo nie spi popoludniami a i ja w sumie niedugo potem sie klade.

Dzis wreszcie czuje ze odpoczelam. Spal w dzien 1.5h i teraz po 2 zasnal i te 2h pospal. Czas kiedy moglam na spokojnie usiasc i zamowic zakupy.

Ciezko jest samej wszystko ogarnac, zwlaszcza teraz kiedy juz nie sypia w dzien. Zawsze to byla chwila dla mnie kiedy moglam sie czyms zajac na spokojnie a teraz takiej mozliwosci nie mam.No i uwazac na niego musze coraz bardziej. Skacze na tylku po calym mieszkaniu, probuje wstawac… a na kazdym kroku tyle niebezpieczenst, tu kant szafki, tam szuflada a jeszcze dalej schody.

Skonczyly sie dobre czasy kiedy wkladalam go do lozeczka z zabawkami i moglam zajac sie soba. Teraz probuje sie wydostac, kreci sie i obja nieustannie. Wiecznie znajduje jakies zaczerwienienia, slady po uderzeniu. Na szczescie dzis przyszedl pokrowiec na lozeczko w wersji xxxxxxxxl ktory pozwoli zabezpieczyc je do okola, wiec moze to jedno zmartwienie mi odpadnie.

Chcialabym miec juz to wszystko za soba. Tzn wiedziec jak wyglada nasza sytuacja finansowa. A tu na razie jeszcze czas proby,  Juz tyle udalo sie nam zrobic, a jednak wciaz zyjemy w jakims zawieszeniu, w ciaglej niepewnosc

Nawigacja po wpisie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *