Category: ciąża

Mama

Operujemy coraz sprawniej sylabami. Śmialiśmy się już od dłuższego czasu  z M., że synek wolała mnie, kiedy coś mu nie pasuje. Najpierw coś tam sobie krzyczy, jęczy, a kiedy nie ma efektu zaczyna się ,,Maaaa ma,,. Ale nie traktowaliśmy tego poważnie. Raczej postrzegaliśmy to jako pojedyńcze dźwięki, które wychodzą gdzieś tam przypadkiem. A dziś zostaliśmy uswiadomieni, że chociaż Maluch znaczenia…

Tydzień

No i minął nam pierwszy tydzień z Maluchem na pokładzie. Cudowny to czas. Dziecko,  choć tak małe, rozczula mnie swoimi zachowaniami. Uwielbiam przypatrywać mu się kiedy śpi czy ssie pierś. Wszystko za sprawą tych kwaśnych minek, które pojawiają się na jego twarzy. Nie wiem jak to opisać, ale wygląda wtedy na zdziwionego bądź niezadowolonego. Zmarszczone czoło i brwi, usta w…

Ostatni dzień w dwupaku

Ostatnia wizyta w szpitalu przed cc zaliczona. Bardzo pozytywna. Mieliśmy spotkanie z jakąś taką przemiłą kobietką. Generalnie w UK jest tak, że wszyscy są mili i uśmiechnięci, ale cholera wie co sobie myślą. jest to często sztuczne, grzecznościowe. Dziś zaś czuliśmy, że ktoś jest zwyczajnie sympatyczny, pozytywny. Ostatnie badania zrobione Teraz jeszcze jedna noc z maluchem w dwupaku i jutro…

Ostatni posiłek skazańca

Powiem Wam w sekrecie, że ostatnie dni przed porodem są straszne. Spać nie mogę, bo dziecko się wciąż porusza i sprawia tymi ruchami ból. Ma swoje stałe pory aktywności i niestety wiem, że dzień w dzień między 23 a 1 w nocy, będę leżeć w łóżku i gadać do brzucha, by się nade mną zlitowano. Jest to o tyle nieprzyjemne,…

Tydzień

Ostatnie siedem dni dzieli mnie od bycia mamą. To takie dziwne, kiedy pomyślę sobie, że to ostatni tydzień mojego życia, kiedy jestem jeszcze sama, kiedy odpowiadam tylko za siebie. Za siedem dni wszystko ulegnie zmianie. Już po części uległo. Przecież nawet teraz, kiedy Maluch jest jeszcze w brzuchu, robię czy planuję wiele rzeczy z myślą o nim. Znajomi żartują sobie,…

Chorowania ciąg dalszy

Zaczynam wymiękać. Antybiotyk został mi jeszcze na 3 dni, a ja zamiast czuć się coraz lepiej czuję się coraz gorzej. Pomogło owszem na infekcje, ale co z tego skoro przeziębienie rozkwita w pełni. Nos zapchany, gardło zawalone, kaszel dusi. W nocy budzę się cała zlana potem tak jakbym dopiero co wyszła spod prysznica. Zwariuję. Temperatura na szczęście zaniżona a nie…

Leczymy się

No to zostało 13 dni do porodu. Wierzyć się nie chce, że ten czas tak szybko zleciał. Pamiętam jak jeszcze niedawno sprawdzałam w sieci jak rozwija się mój Maluszek z tygodnia na tydzień i myślałam, ile to jeszcze czasu minie nim pojawi się na świecie. W końcu te kilka miesięcy to tyyyyyyyyyyle dni. A tu proszę… I co najlepsze mam…

Problemy, problemy, problemy

Tak sobie ostatnio myślałam, jaka to ze mnie farciara, że udało mi się przetrwać całą ciąże, bez żadnych problemów zdrowotnych. Nawet głupiego przeziębienia nie złapałam. No, żeby było całkiem uczciwie, to może i owszem bolało raz czy dwa gardło a i temperatura mogła pozostawiać co nieco do życzenia, jednak obywało się bez wizyty u lekarza i przyjmowania leków. Wystarczyło, że…

Ciążowe dolegliwości

Pisałam o nich mimochodem opisując kolejne trymestry ciąży. Myślę jednak, że należy im się osobny post. Za każdym razem, gdy piszę o negatywnych aspektach ciąży, zastanawiam się czy aby kogoś nie zniechęcam czy nie przerażam. Przecież nie taki jest cel. Mówię otwarcie o tym jak to wygląda, bo zdaję sobię sprawę, że przed ciążą większość z nas myśląc o ewentualnych…

Najgorszy dzień ever

Spokojnie, wbrew pozorom wciąż jestem w dwupaku. Jeszcze przez najbliższe 20 dni pod warunkiem, że moje Maleństwo nie postanowi wyjść na świat wcześniej. Czemu więc zawdzięcza notatka swój tytuł?
Kolejnej wizycie w szpitalu. Otóż musiałam dziś dowlec się tam kolejny już raz, by uzyskać termin cc. O dziwo, tym razem faktycznie data została ustalona, więc powinnam być szczęśliwa. Jednak zamiast błogiego spokoju, czuję tylko zmęczenie i ból. Nie wiem co bardziej.

Godzinny ,,spacer,, do szpitala był cudowny. Temperatura około 5 st., porywisty wiatr i ulewa. Nie, to nie był malutki drobniutki deszczyk, to były strugi wody lejące się z nieba nieustannie. Po 15 minutach miałam już przemoczone wszystko. Łącznie z majtkami na tyłku. Kiedy już jakimś cudem na czas dotarłam do szpitala i zaczęła budzić się we mnie nadzieja, że raz dwa wszystko załatwie i za jakieś półtora godziny będę leżeć w łóżku z ciepłą herbatą, to…

Godzinne opóźnienie jak zwykle. Ja, nie wiem na jaką cholerę ja tam przychodzę zawsze na czas, skoro nigdy nie zdarzyło się bym o czasie została przyjęta. I tylko siedziałam telepiąc się z zimna, czując jak pływam w butach i zastanawiałam się jak to jest, że przychodzą kolejne osoby po mnie i rach ciach zaraz są wołane do gabinetu.

Po godzinie w pełnej ulewie, kolejnej godzinie w poczekalni gdzie krępowałam się usiąść, bo pode mną zostawała kałuża wody, w końcu udało mi się dopchać do lekarza. Hurra! Jest termin. W dodatku nie różni się o wiele od przewidywanego naturalnego, bo raptem o 3 dni.

To można z  radością wracać do domu. No, z ograniczoną radością. Kurtka nadaje się tylko do wykręcenia, ciuchy na człowieku wciąż mokre i ten wiatr. Chociaż już nie padało.
A teraz leżę sobie w końcu w łóżku i mogłoby być całkiem przyjemnie, gdyby tylko nie ten pieprzony przeszywający ból przy najdrobniejszej zmianie pozycji.

Cudowny dzień.